Po
tym jak zobaczyliśmy kilka przepięknych fotografii wyspy pełnej
egzotycznych roślin, poczuliśmy, że jest to miejsce o jakim od
dawna marzyliśmy.
Wylądowaliśmy
późnym popołudniem na jednym z najniebezpieczniejszych lotnisk
świata, powstałym na wbitych w dno oceanu palach.
Lotnisko
Santa Catarina jest wyjątkowo nowatorskim, zbudowanym na ogromnych
słupach o wysokości 120 metrów – 60 metrów nad i 60 metrów
poniżej poziomu morza. Pas startowy wchodzi aż do 180 metrów w
głąb oceanu.
Zastanawialiśmy
się czy wynająć auto na czas pobytu, lecz po tym jak zobaczyliśmy
jak strome są tutaj drogi i jak ekstremalne potrafią być zakręty,
postanowiliśmy zaufać komunikacji miejskiej.
Do
stolicy wyspy dotarliśmy bez problemu autobusem miejskim, a trasa
obfitowała w zapierające dech w piersiach widoki, snując się po
ekstremalnych zakrętach i biegnąc po znacznych skosach.
Po
przejściu przez rynek, spacerując bardzo urokliwymi, wąskimi
uliczkami dotarliśmy do naszego noclegu.
Widok z okna rozciągał
się od portu aż do Ogrodów Botanicznych, których lampy nocą
rozświetlały okolicę.
Pierwsze
dni spędziliśmy na długich spacerach, na których poznawaliśmy
coraz ciekawsze zakątki i zakamarki.
Funchal
każdego ranka skąpany był w złocistych promieniach słońca,
które przedzierały się powoli poprzez gęstwinę drzew, czy też
rozświetlały stopniowo wąskie uliczki.
We
wrześniu słońce wschodziło kilka minut po godzinie ósmej,
postaraliśmy się żeby nasz poranny bieg kończył się właśnie w
tym momencie, kiedy byliśmy w porcie a słońce wznosiło się w
górę. W końcu wakacje są po to żeby przeżyć coś, co na co
dzień jest trudne do osiągnięcia.
Wyspa
charakteryzuje się tropikalnym klimatem, który oznacza bardzo dużą
liczbę dni słonecznych podczas roku i temperaturami sięgającymi
ok 25-28 stopni, a zimą temperatury dochodzą do około 14 stopni
Celsjusza. Dzięki temu, jest nazywana wyspą wiosny, na której
panują idealne warunki do życia dla roślin z całego świata.
Pierwsze
dwa dni spędziliśmy spacerując po miasteczku, chłonąc jego
nieśpieszną atmosferę.
Następnie,
wydłużyliśmy znacznie dystans naszych dotychczasowych spacerów i
wybraliśmy się pieszo do Ogrodów Botanicznych. Idąc cieszyliśmy
oczy urokliwymi wąskimi uliczkami, a także widokiem na ocean. Finał
znacznie przerósł moje oczekiwania- ogród był prawdziwym
arcydziełem, podzielonym na poszczególne gatunki. Było to
niesamowite przeżycie dla takiej miłośniczki przyrody-znajdują
się tam rośliny pochodzące z najodleglejszych zakątków-Lasów
Równikowych, Afryki czy też Australii. Zobaczcie sami.
 |
widok na ocean |