niedziela, 7 czerwca 2015

Pierwszy krok w orientalnym świecie


Pamiętam dzień, w którym na zajęciach z Historii sztuki na temat sztuki bizantyjskiej usłyszałam o Hagia Sophia w Stambule. Same informacje dotyczące wielkości świątyni wywarły na mnie wrażenie, ale po tym jak zobaczyłam zdjęcia wnętrza wiedziałam, że kiedyś musi nadejść ten dzień, w którym odkryje ją sama. Jednak miałam wtedy 15 lat i chyba za mało odwagi. W końcu w 2014 roku udało się spełnić moje wielkie marzenie o orientalnym smaku podróży. Często mówi się, że życie samymi oczekiwaniami w kwestii podróży jest piękne a rzeczywistość może okazać się różna. W tym przypadku rzeczywistość przerosła moje najśmielsze oczekiwania i od pierwszych minut rozkochałam się w tym, co widziałam podczas 2 tygodni spędzonych w Turcji. Jednak dwa tygodnie pozwalają na odwiedzenie jedynie małej części niewyobrażalnego ogromu piękna jaki posiada ten kraj. Nam udało się dotrzeć do każdego punktu z naszej listy i z chęcią damy się jeszcze nie raz porwać w wir orientu.





Stambuł otworzył przed nami swoje progi w ciepły październikowy wieczór. Pierwsze co rzuciło się nam w oczy to mnóstwo świateł, melodii i intrygujących zapachów egzotycznych przypraw. Czy można się temu oprzeć? Ulice dzielnicy Fatih nieprzerwanie tętnią życiem zachęcając do pozostania chociaż godzinę dłużej, przez co szkoda nam było czasu na sen.


Tutaj piękno zaklęte jest w najmniejszych detalach nawet w skrzętnie przygotowanych wystawach sklepowych obok których nie byliśmy w stanie pozostać obojętnymi.




Turkish Viagra czy może Herbata Miłości?;)

królestwo deserów


lokalna ceramika

raj dla smakoszy





lokum ze świeżo wyciskanego soku granata

Sklep Koska z najlepszą chałwą pod słońcem(na zdjęciu lokum)

baklava

 cdn...

sobota, 17 stycznia 2015

Senji


Senji był naszym ostatnim przystankiem naszych wakacji. Wybraliśmy go po to aby móc przeżyć przygodę na klifowym wybrzeżu nad którym królował średniowieczny zamek. Udało się nam znaleźć nocleg z widokiem na zamek, a bardziej precyzyjnie to nocleg sam nas znalazł- będąc w Chorwacji z pewnością spotkamy się z gościnnością mieszkańców, którzy będą na oferować nocleg u nich. Nawet jeśli będą to późno wieczorne godziny:)
W naszym przypadku też tak było. Dotarliśmy tam bardzo zmęczeni i naszym celem na tamtą chwilę było szybkie znalezienia noclegu, żeby móc się rozprostować i odpocząć po długiej podróży. Rano, naszym oczom ukazał się piękny średniowieczny zamek, lekko oświetlony przez poranne słonce. W tle ujrzeliśmy intensywnie błękitne morze pokryte mnóstwem fal, targanych przez wiatr.
Po śniadaniu w towarzystwie rudego Zeusa-kota właścicieli, który za wszelką cenę chciał wspólnie z nami spędzić czas śniadania, udaliśmy się na wzgórze zwiedzać zamek Nehaj.



Warownia została wzniesiona w XVI wieku z inicjatywy przywódcy chorwackiej Vojnej Krajiny - Ivana Lenkovića. Do stworzenia warowni użyto kamieni ze zniszczonych kościołów oraz domostw, które widniały poza murami miasta. Nehaj miał być przede wszystkim zapora przed najazdami tureckimi. Dodatkowo, stanowił azyl dla Serbów, którzy byli zmuszeni opuścić swoje rodzinne strony po ekspansji tureckiej.
Dzisiaj, zamek dalej cieszy się doskonałą kondycją i zaprasza nas na wycieczkę w czasy zagadkowego średniowiecza.
Na koniec naszej wycieczki po twierdzy zobaczyliśmy urzekający widok roztaczający się z jej murów. Po skończonej przygodzie wybraliśmy się do portu, a później na spacer po wąskich uliczkach starówki.


 
To był bardzo wietrzny dzień, przez co nie mogliśmy zbyt długo przesiadywać na ławce portowej i podziwiać błękitu fal. Na koniec spaceru, postanowiliśmy znaleźć idealne miejsce na kawę i coś pysznego.Udało mi się znaleźć niesamowite miejsce pochodzące z XVI wieku, w którym otworzono restaurację Konoba Lavlji Dvor . To były wspaniałe chwile w unikatowej atmosferze... Jednak, jak już stamtąd wychodziliśmy słodko rozmarzeni, przywitał nas silny wiatr i deszcz, który z każdą chwilą stawał się coraz silniejszy. Uroczy spacer zaczął być coraz to bardziej mroczny, a trzeba dodać, że mieliśmy do przejścia odcinek zajmujący około godzinę. Jak byliśmy na wysokości zamku rozpętała się burza. Zostaliśmy przemoczeni do suchej nitki ale była warto:)





niedziela, 28 grudnia 2014

Sveti Jure - Chorwacja jakiej nie znacie



Żeby zmienić trochę charakter naszej wyprawy postanowiliśmy wybrać się na najwyższy szczyt pasma Biokovo należącego do Gór Dynarskich- mianowicie Sveti Jure mający 1762m.n.p.m., będącym drugim co do wysokości szczytem Chorwacji.


Biokovo odznacza się przede wszystkim stromymi, wapiennymi ścanami a także krętymi drogami prowadzącymi na najwyzszy szczyt. Z góry, będziemy mieli okazję podziwiać kurorty morskie, jednak to wobec czego , z pewnością nie pozostaniemy obojetni będzie taniec obłoków, które delikatnie oplatają wapienne wierzchołki.

Będąc u podnóża góry, zaraz po przekroczeniu wejscia Parku Krajobrazowego przywitał nas aromat szyszek, który prowadził nas prawie do samego szczytu. Na szczyt prowadziła nas droga przetarta przez gesty śródziemnomorski las pełen ciekawych okazów fauny i flory. Na zboczach góry ciągle jeszcze można spotkać stada baranów, kóz czy krów pasących się na tle dawnych domków pasterskich.
Wznosząc się ku górze pokonywaliśmy coraz to trudniejsze zakrety, które momentami uniemożliwiały wyminięcie się dwóch samochodów w jednym miejscu.
Dotarliśmy na szczyt, przez który przemierzało mnóstwo delikatnych obłoków. Po chwili ujrzeliśmy w dole panoramę Makarskiej, a także wyspy Hvar. Nad głowami wirowały nam ptaki poszukujące pożywienia.







 


 




 










 
 

Po powrocie, gdy byliśmy już bardzo głodni, zawitaliśmy do Vrata Biokova- małej restauracyjki, która znajduje się na terenie Parku. Dobre miejsce dla zebrania sił po wyprawie a także na skosztowanie specjałów zdrowej, lokalnej kuchni. Jeśli wybierzemy to miejsce, będziemy mogli również nacieszyć się obecnością przyjacielsko nastawionych zwierząt. Więcej informacji znajdziecie tutaj